Pojedynek światopoglądowy:

Krzysztof Majcher
kontra Dziadek Szydło.




- Krzysztof Majcher

   No wyłaź z dziury zbóju Szydło! Stań nygusie do konfrontacji ze mną i wiedzą naukową o przeszłości Gór Świętokrzyskich.

- Dziadek Szydło
   A co ty możesz mi zarzucić parobku turystyczny, który biega po lasach?
Przecież ty nie masz nawet zarejestrowanej działalności gospodarczej. Z tymi przewodnikami to proszę Państwa tak już jest... Przyjeżdżają do Szydłowa.
Rozkładają mapy. Pewno się zaraz będą o drogę pytali. :-)

- Krzysztof Majcher
   Mieszasz ludziom w głowach, opowiadając te swoje nienaukowe brednie wyssane z brudnego palucha. Na przykład chcesz na siłę udowadniać, że przed chrztem Polski istniała tzw. „Wielka Lechia” - imperium słowiańskie. Ośmieszasz się swoją turbo-słowiańszczyzną! Nic takiego nie istniało, bo Słowianie byli bardzo prymitywni i nawet pisma nie znali. Gdyby posiadali własny alfabet, to wcześniej lub później jakieś słowiańskie zapisy zostałyby odnalezione przez archeologów. Ale ty jesteś nieuk bez wykształcenia i nie wiesz, że gdyby nie miłość świętych Cyrla i Metodego, którzy dla Słowian z Europy specjalnie opracowali/stworzyli pismo (Głagolicę), to nadal jak te małpy skakalibyście po drzewach.

- Dziadek Szydło
   Ja rozumiem, że można czegoś nie rozumieć, co się nader często
naukowcom zdarza. Albowiem sami tego dowodzą nieustannie, że
wcześniejsze niezbicie udowodnione teorie, w przytłaczającej większości
przypadków są obalane przez teorie nowsze, uważane w ich środowisku
także za wiedzę nie do podważenia. Na twoim miejscu nie ufałbym
naukowcom aż tak bardzo.
   Ale zrobisz jak chcesz, tylko mi potem nie przychodź z płaczem, że cię naukowcy znowu zrobili w trąbę. Wśród nich jest sporo przeciętnych wyrobników nauki, którzy robią w tej nauce... i robią... i robią... Aż się tam w końcu jakiś teorii i tytułów naukowych dorobią... :-) A będą tego swojego dorobku bronić rękami i nogami, dopóki nie poumierają. Dopiero padając jak stare drzewa, dadzą szansę na wykiełkowanie nowych, odkrywczych hipotez, które mogą nawet stać się teoriami naukowymi. Dlatego będzie rozsądniej z twojej strony, jak się przestaniesz sadzić, puszyć i nadymać, bo to nie jest objaw autentycznej naukowości. Mnie to się wydaje, że każdemu człowiekowi może się przydarzyć myśl, która będzie miała naukowy charakter. Ci bardzo zdolni mogą być naukowcami non-stop, a niektórym, rzetelna myśl naukowa może się przydarzyć tylko raz w życiu (albo wcale).

   Jestem głęboko przekonany, że wielu ludzi jest prawdziwymi ekspertami w jakichś sprawach, tylko po prostu nie zdają sobie z tego sprawy. Buta środowiska naukowego, odbiera im zazwyczaj możliwość przekazania ogółowi, własnych, autentycznie odkrywczych myśli.
   Nie wystarczy być kujonem, żeby być naukowcem lub interesującym
przewodnikiem. Trzeba mieć jeszcze tę tzw. „iskrę bożą”, aby wiedzę którą się zmagazynowało w swojej łepetynie, móc odkrywczo i sensownie używać.

   Ja na przykład od ponad 20 lat zajmuję się „wykopaliskami”. Jednak nie rozkopuję gruntu, tylko staram dokopywać się do źródłosłowów w moim ojczystym języku. Długo by o tym opowiadać, jak fatalnie zawiodłem się na uwielbianym wcześniej przeze mnie prof. Miodku...

...wracając do meritum twojej wiedzy na temat Głagolicy:
    Obaj misjonarze (Cyryl i Metody) byli braćmi - dziećmi wysoko
postawionego urzędnika w Cesarstwie Bizantyjskim. Posiadali gruntowne wykształcenie, oparte na tradycjach, kulturze i rzymskiej mentalności. Pełnili bardzo ważne funkcje i piastowali ważne urzędy w cesarstwie.  Byli zatem ŁACINNIKAMI!   https://pl.wikipedia.org/wiki/Cyryl_i_Metody
    Wprawdzie ich matka, podobno była Słowianką - jednak obecni
naukowcy są zdania, że tego nie można udowodnić. Wzorując się na
postępowaniu tych, podobno "niepodważalnych" autorytetów w odnoszeniu się do wszystkiego co słowiańskie, z wielką (złośliwą) przyjemnością przyjmę, że hipotezy o tzw. "słowiańskich korzeniach" Cyryla i Metodego są nienaukową bzdurą. :-) Albowiem wiadomo nie od dziś, że jeśli czegoś nie można naukowo udowodnić - to takie coś z całą pewnością nie istniało (tzw. „naukowy pewnik metodologiczny”).  Niech mi się zatem żaden naukowiec rytu judeo-rzymskiego na ten temat się nie wymądrza - Cyryl i Metody BYLI WYŁĄCZNIE ŁACINNIKAMI i tyle! Ergo...

    W przytłaczającej większości przypadków (jeśli nie w całości?), materiały szkoleniowe dla przewodników turystycznych oraz publikacje dla tzw. "elektoratu" sugerują, jakoby święci Cyryl i Metody specjalnie dla zapóźnionych i niepiśmiennych Słowian Zachodnich, opracowali od podstaw nowe pismo - GŁAGOLICĘ. Chyba pod wpływem Ducha Świętego, wykazali się aż tak wielką pracowitością, że dla Słowian Wschodnich, także od podstaw stworzyli dodatkowo tzw. "Cyrylicę"! Działo się to relatywnie całkiem niedawno! To przecież nie jest nawet starożytność. To jest już nasza - Nowa Era.

    Dopiero w roku 862 n.e. Cyryl i Metody opuścili Bizancjum, udając się jako misjonarze na Morawy. Tam ci dwaj łacinnicy musieli najpierw sami nauczyć się mówić po słowiańsku, aby móc stworzyć aż dwa rodzaje pisma dla tępych Słowian. Było to niezbędne, aby ich ucywilizować z użyciem mszałów (ksiąg liturgicznych), zapisanych (według opinii twórców) po słowiańsku. Tylko podziwiać ten "geniusz" i "pracowitość" - bo przecież jeszcze przed wyświęceniem musieli przyszłych księży (i popów) nauczyć czytania ich nowiutkiego, słowiańskiego pisma! :-)

    Na wstępnie przyjmijmy, że ten katolicki kit propagandowy (ja "niedouczony i tępy" Słowianin) przyjmuję za prawdę. Mimo to mam jednak nadal poważne wątpliwości, gdyż słowo "głagolica" posiada wspólny źródłosłów ("gł") z takimi słowami jak:
głos
głoska
ogłoszenie
głosić
głośny
głowa
itd. itp.
   Wyraz ten zawiera w swojej budowie także źródłosłów "lico" - oznaczającego twarz. Zatem współczesne znaczenie wyrazu "głago-lica" (głagoł-lico) można opisać jako "TWARZE-DŹWIĘKÓW" (czyli "wygląd dźwięku" wyrzezanego na drewnie, jako znaku, po którym należy rozpoznawać zapisaną głoskę). Sam używasz przecież zwrotów typu: „Zabukowałem sobie wycieczkę do Rzymu w biurze turystycznym”. W tym zdaniu słowo „zabukować” zawiera słowiański źródłosłów „bukwa” - współcześnie oznaczający literę.

    Jak było pod tym względem w starożytności - nie wiem. Jednak już we wczesnym średniowieczu w Europie, twórcy sami nadawali nazwy swoim dziełom, a pisarze - tytuły własnym publikacjom. Oczywiste jest zatem, że łacinnicy mogliby co najwyżej stworzyć nazwę "sonus facies". Nazwa "twarze dźwięków" (głagolica) istniała bez wątpienia wiele wieków (jeśli nie tysiącleci) wcześniej.

    Szanowny Czytelniku - żaden wyraz w dowolnym z języków świata nie bierze się znikąd! Podstawę każdego z nich tworzą pradawne źródłosłowy, których początki giną w pomrokach dziejów różnych ludzkich populacji. Ta reguła dotyczy także spornej "głagolicy". Zaś "mądrości" o stworzeniu jej specjalnie dla Słowian z prostej, rzymskiej "życzliwości" - śmiało możemy włożyć pomiędzy misjonarskie bajki. Nasza rodzime pismo wytępiono ostatecznie dopiero wtedy, gdy na lechickie ziemie wkroczyli łacinnicy, za sprawą Mieszka i Dobrawy.

- Krzysztof Majcher
   Ale ciągle powielasz turbo-słowiańskie brednie o „Imperium Lechitów”.
Rzecz nie potwierdzona przez żadne źródła naukowe.

- Dziadek Szydło
   Kłamiesz swoim gadaniem jak gad. To przewodnikowi nie przystoi.
Jest wręcz przeciwnie. To właśnie ja zwróciłem uwagę, na nonsensowność takiego twierdzenia w swojej publikacji
http://zboj-szydlo.5v.pl/imperium.html  "Czy imperium Lechitów to bzdura?"

   LECHICI NIGDY NIE WYTWORZYLI POJĘCIA "IMPERIUM".
Jednak w oczach przybysza z całkowicie obcej kultury - "kultury" mentalnych potomków dzikich, semickich koczowników, handlarzy, lichwiarzy, erotomanów, rabusiów i pastuchów - to co niegdyś prezentowali Lechici, mogłoby być i czasami rzeczywiście bywało (przy odrobinie dobrej woli) rozumiane właśnie z racji swojej geograficznej rozległości, jako tzw. "imperium".

   Dla ludzi wychowanych w rzymskim światopoglądzie, państwowość Lechii była wówczas bardzo trudno dostrzegalna. Przybysz z cesarstwa nie postrzegał tu żadnych oznak jej istnienia. Słowianie nie mieli posterunków granicznych, dróg bitych, kamiennych budowli, oraz żadnych władców absolutnych którym winni byli być posłusznymi. No więc jakież to (w ich mniemaniu) miałoby być państwo?

   A jednak istniało ono w formie, jakiej judeo-rzymskie dzikusy nie potrafiły dostrzec – bo był to organizm demokracji wiecowej. Jakkolwiek sami Lechici nie czuli potrzeby używania jakiegokolwiek słowa na określenie własnego ustroju społecznego – ten Ich ustrój społeczny po prostu był i funkcjonował znakomicie. Najtrafniej opisał to Adam Mickiewicz w swoich wykładach o literaturze słowiańskiej.
https://pbc.gda.pl/dlibra/doccontent?id=14562
Dopiero grecka przeróbka tego ustroju na ich własną „demokrację” dla bogatych i uprzywilejowanych, nadała takiemu ustrojowi społecznemu obecną nazwę.

   Aktualnie ten problem polega na tym, że dzisiejsi Polacy zostali bardzo zjudaizowani przez katolicyzm w swoich ocenach i poglądach. Dlatego całkowicie bezzasadnie oczekują, że owo "imperium Lechitów" powinno być rządzone twardą ręką przez miejscowych imperatorów-satrapów (na wzór judeo-rzymski).

   Ślady istnienia takiego właśnie "imperium" bardzo „naukowo” weryfikują miernoty pośród archeologów, historyków oraz Rodzimowierców.
Formułują oni zatem skrajne poglądy, z braku artefaktów świadczących o silnej, absolutnej i scentralizowanej władzy, których ani nad Łabą ani też nad Wisłą nie znajdują:
  - a to, że Lechici byli prymitywnymi dzikusami, których koniecznie należało "ucywiliwizować" (na judeo-rzymską modłę) i nie posiadali własnej państwowości.
  - a to, że istnieli u nas tzw. "królowie w złotych koronach", zupełnie tak samo jak w judeo-rzymskim kręgu kulturowym. Gdzie słowiański "obywatel" był poddanym władcy dokładnie tak samo jak na terenach objętych przeztzw. "Pax Romana".

W sposób "mechaniczny" porównując pradawną cywilizację słowiańską z innymi cywilizacjami Globu, popełniają kardynalny błąd oczekując, że obowiązkiem naszej cywilizacji było budowanie, zigguratów, piramid, obelisków, kamiennych warowni i pałaców. Nie przekonują ich słowiańskie kurhany, kompozytowe (!) w swojej strukturze - potężne umocnienia ziemno-drewniane, oraz wielkie, podziemne komory grobowe. Zatajają przed nami-Lechitami zapisy obcych kronik.

   Najczęściej bardzo ambitne miernoty pośród Rodzimowierców nie rozumieją natomiast, że nigdy nie było żadnej (ślepej - na chrześcijański wzór) "wiary Przodków". Albo w trosce o osobiste wpływy i znaczenie rozumieć nie chcą, że istniała WIEDZA PRZODKÓW na temat "sił-mocy" rządzących światem PoLachów (Polaków).

Prasłowianie wiedzieli przecież że:

    1. ISTNIEJE SWAROG - gdyż ciepło jego promieni było inter-personalnie dowiedzioną oczywistością. To była podówczas obowiązująca "teoria naukowa".

    2. ISTNIEJE PERUN - gdyż skutki działania tej mocy-"Boga" można
obserwować podczas prawie każdej burzy.

    3. ISTNIEJE MAKOSZA - bo mieli ją pod własnymi stopami na co dzień. Wiara w Jej istnienie nie była im do niczego potrzebna.

    4. ISTNIEJE MARZA - bo Lechici umierali (szczególnie na przednówku), co łatwo im było sprawdzić. Zatem "wiara" w śmierć
współplemieńca mogła być uznana co najwyżej za rodzaj zabawnej głupoty, skoro można było mieć dość łatwo w tej sprawie rzetelną wiedzę.

    5. itd. itp. ...gdyż panteon słowiańskich "Mocy" (Bogów) był w swojej istocie personifikacjami sił przyrody.

   Zatem o jakiej wierze może tu być mowa? :-) Przecież to nie mogła być i nie była żadna wiara – a była to zdecydowanie WIEDZA. Zaświadcza o tym wspólny źródłosłów ze słowem „Wiedźma”, czyli taka kobieta, która „wiedzę ma”.

- Krzysztof Majcher
   Wyszczekany jesteś zbóju jak mało kto. Ale i tak wszyscy i tobie wiedzą że jesteś niedouczonym cieniasem. Nie masz bladego pojęcia o naukowej metodologii. Przykłady:

1. Najchętniej to byś wciskał ludziom ciemnotę, że nie było żadnej pustki osadniczej na terenach obecnej Polski. A to jest  naukowo dowiedziona teoria. Sprawa jest oczywista! Archeolodzy odkrywali na naszych terenach obszary, na których można było wyróżnić warstwy/osady geologiczne, w których nie odnaleziono żadnych śladów obecności człowieka.

2. Masz tendencję do uznawania kultur takich jak np: Przeworska, Pucharów Lejkowych, Amfor Kulistych, itp. jako przejaw obecności Słowian na obszarze dzisiejszej Polski – co jest wynikiem braku profesjonalizmu. Zrozum, że naukowcy nie mogą... Nie-mo-gą (!!!) przypisywać im wszystkim słowiańskiego etnosu, bo one różnią się od siebie wzornictwem, estetyką i techniką wykonania. Polscy naukowcy ośmieszyliby się  przed gronem naukowców światowej klasy. Czy to jest dla ciebie jasne?!

3. Po trzecie, to nie jesteś patriotą lewaku, albowiem polska świadomość narodowa zaczęła się kształtować dopiero po chrzcie Polski. W pełni ukształtowała się najprawdopodobniej za panowania Kazimierza Wielkiego, będącego w latach 1333–1370, ostatnim królem z dynastii Piastów na tronie polskim.

- Dziadek Szydło
   Spokojnie naukowcu z Bożej łaski. Spokojnie... :-)

- ad.1   Wyobraźmy sobie (eksperyment myślowy), że oto mamy przed sobą paczkę z mapą Polski o wymiarach 10m x 10m (sto metrów kwadratowych). Mapa ta nie jest całością, albowiem trzeba ją dopiero ułożyć z puzzli. Wyobraź sobie, że jesteś synem archeologa i nie dostałeś całego tego pudełka z puzzlami, a tylko kilkanaście puzzlowych fragmentów z jej środka. Ojciec ci powiedział, że dostaniesz wszystkie puzzle z całym pudełkiem dopiero wtedy, gdy zgadniesz z tych kilkunastu które już masz – co zawiera obrazek do ułożenia. :-) Archeolodzy mają identycznie. Założyli w trakcie swoich badań nie więcej o niż tysiąc wykopów, i dowiedzieli się co one zawierały. Teraz mają z tego wysmażyć naukowy „obrazek” o tym, co działo się w przedchrześcijańskiej Polsce. Aktualna powierzchnia Polski wynosi 312679 km2 Jak do tej pory, archeolodzy nie zbadali nawet 100km2 z jej powierzchni. ...a śmiałbym zaryzykować twierdzenie, że łączna powierzchnia Ich wykopalisk od początku istnienia tej nauki nie przekracza nawet 10 km2. To jest tyle co NIC! Z tego prostego powodu naukowcy-archeolodzy, a za nimi naukowcy-historycy, mogą tworzyć co najwyżej hipotezy o Lechitach okresu przedchrześcijańskiego.
...a najlepiej by było, gdyby interpretację własnych odkryć powierzyli zwykłym ludziom. Bo ludzie nie otumanieni zbyt mocno „naukowością”, sami najlepiej wyczują, jak te ich odkrycia należałoby interpretować. Nie dziennikarze goniący za sensacjami jak psy za własnymi ogonami i nie zindoktrynowani politycy – tylko właśnie zwykli obywatele.

    Każdy naukowiec ci to powie, że próbka kilkunastu lub kilkudziesięciu
kilometrów kwadratowych z powierzchni 300 tys. km2 nie może być próbką wiarygodną naukowo.
    Na szczęście teraz archeologia zaczyna wkraczać w erę informatyki i dostaje wiele nowych narzędzi: zdjęcia satelitarne, georadary, badanie rezystywności gruntu, skanery, wykrywacze metali, spektroskopy masowe, badania genetyczne itd. itp.
https://m.youtube.com/watch?v=RSlxxr2Sk1E

   Tradycyjna archeologia na którą usiłujesz przywoływać w swojej argumentacji, jest już przeżytkiem i zabytkiem. A jej dogmaty płodzone przez naukowców w większości wrogo nastawionych do słowiańszczyzny, stały się obecnie bardzo mało wiarygodne. Wbrew opinii części archeologów, Słowianie nie przybyli do Europy dopiero we wczesnym średniowieczu. Tak wynika z badań genetycznych zespołu badawczego prof. Tomasza Grzybowskiego z Collegium Medicum Uniwersytetu M. Kopernika w Bydgoszczy. Próbki do badań pobrano z wykopalisk na trasie budowy autostrady A2. Genetyka mówi coś zupełnie innego. BYLIŚMY TU ZAWSZE!

- ad.2   Specyfiką słowiańskiej (a w szczególności lechickiej) mentalności jest to, że Lechita może być tym kim tylko zapragnie. Jeśli tylko zechce, może uważać się za muzułmanina, Niemca, a nawet Amerykanina! Nam Lechitom to od zawsze bardzo łatwo przychodzi – i nikomu nic do tego. Tak właśnie objawia się słowiańska wolność.  Taką była i jest nadal jest unikalna mentalność Lechitów, która ciągle spotyka się z potępieniem. Nie jest to jednak zazwyczaj potępienie ze strony innych Polaków autochtonów, a tylko ze strony rzymskiego Kościoła Katolickiego.  
https://culture.pl/pl/artykul/waclaw-s-rzewuski-jak-polski-szlachcic-zostal-arabskim-szejkiem
   Przyjęcie przez nas chrześcijaństwa nie jest więc żadnym ewenementem, gdyż najprawdopodobniej już w dalekiej przeszłości łatwo małpowaliśmy inne nacje i zmienialiśmy się NIECO pod ich wpływem. Mamy to w genach!
    Nałóżmy na to pomory i inne klęski, które niewątpliwie wielokrotnie nas nawiedzały. Mogło być jeszcze mnóstwo innych okoliczności do zmian kulturowych i gospodarczych, których obecnie mamy prawo się domyślać – gdyż katolicyzm metodycznie i z wielkim samozaparciem zniszczył nasze zapisy i wszelkie inne źródła wiedzy o naszych Przodkach – aby nas zbawić. :-)
   Dlatego gdy słyszę o od historyków i archeologów o „upadkach gospodarczych i upadkach technologii wytwórczych, to mi się po prostu majcher (nóż sprężynowy) w kieszeni otwiera! :-(

   Wyobraźmy sobie dla przykładu (eksperyment myślowy), że za 1000 lat archeolodzy przyszłości, otworzą swoje wykopy w obszarze nieużytków na koordynatach 42°19′53″N 83°02′45″W
https://pl.wikipedia.org/wiki/Detroit
   Jakie będą ich ustalenia? Zapewne naukowo orzekną, że była to świetnie prosperująca aglomeracja, dopóki nie najechali jej Polacy. Albowiem powszechnie wiadomo, że właśnie Polacy byli w owym czasie jedynym prymitywnym i zabobonnym narodem. Tylko oni mogli doprowadzić do upadku ówczesne, wspaniałe technologie, oraz moce produkcyjne tego miasta. (Ślady Polaków odkryto w obrębie wykopów!) Dlatego autochtoniczna ludność Detroit musiała uciec z miasta w obliczu inwazji Słowian. W efekcie tego słowiańskiego najazdu, powstała  pustka osadnicza, trwająca 1000 lat!

   Czy dzisiejsi archeologowie i historycy nie rozumują w taki właśnie sposób? :-(

   Mam za złe moim Rodakom (i to już od dzieciństwa), że tak łatwo wpadają w małpowanie przybyszów z obcych krain. Przyjedzie taki Amerykanin do Polski – a już wszyscy mu się w pas kłaniają i niemal „liżą mu stopy” - no bo to przecież Amerykanin! A chytry, pokręcony i głupi jak but jest ten Amerykanin. Ale to Amerykanin z Ameryki, więc już nie ma „Ooo!”. Koniecznie musi być „WOW!” :-) ...i to jest naprawdę żałosne. Wstyd mi za Rodaków.

    Zatem kategoryczne upieranie się przy twierdzeniu, że wspomnianym wyżej kulturom nie można przypisywać słowiańskiego etnosu, w żadnym wypadku nie nosi znamion naukowego myślenia. Rzecz znamienna, że wszystkie skrycia archeologiczne z terenu całej Palestyny (niezależnie od dzielących ją murów), z wielką łatwością przypisywane są praprzodkom Żydów. ...a nigdy przodkom Palestyńczyków. Widocznie polski etnos w UE i całym świecie, traktowany jest tak samo „naukowo”, jak palestyński etnos w Palestynie...

- ad.3    Raczyłeś napisać wierny wyznawco tzw. „naukowości” że: „ polska świadomość narodowa zaczęła się kształtować dopiero po chrzcie Polski” (koniec cytatu) ...a ja to skoryguję. :-)
WINNO BYĆ: „watykańska świadomość narodowa zaczęła się kształtować dopiero po chrzcie Polski”.

    Aby uważać się za Polaka, należałoby kierować się polskim (słowiańskim) interesem narodowym, a nie interesem mikro-państewka Watykan we Włoszech. Polacy-katolicy mieniący się być „Polakami” bardziej dbają niestety o interesy agendy tegoż państwa „Kościół Katolicki” - niż o wszelką pomyślność kraju nad Wisłą.

    Jednak o wiele bardziej bulwersuje mnie postawa dyplomacji i propagandy państw zachodnich w łonie UE. To przecież właśnie te nacje włożyły bardzo wiele wysiłku gospodarczego, militarnego i dyplomatycznego, aby nas „ucywilizować” :-) nawrócić i „zbawić” :-) przez całe minione milenium! To mało? A gdy już dopięli swego i Polacy stali się gorliwymi i fanatycznymi Katolikami – to teraz mają nam za złe, że tymi Katolikami jesteśmy!

Patrz:
- Żeromski: "Snobizm i postęp"
https://www.facebook.com/groups/350067216722977/permalink/354951249567907/
- Mickiewicz o Słowianach (wykłady "O literaturze słowiańskiej")
http://slowianski-szlak2021.5v.pl/

    Tzw. „Polska”, czyli Lechicka świadomość narodowa, trwa od wielu tysiącleci. Obecnie przechodzi kryzys, ale się odrodzi... To pewne. Sam Kościół do tego doprowadzi, swoim dogmatycznym uporem. Bo ten dogmatyzm ma się do naszej słowiańskiej mentalności jak pięść do nosa.
    Jeśli zaś chodzi o Kazimierza Wielkiego, to Jego dokonania można
porównać do tych, jakie znacznie później poczynił I sekretarz PZPR, tow. Edward Gierek. Obaj wybitni przywódcy mieli kłopoty z tzw. „gospodarką rynkową”. Już wtedy Kazimierz wielki zdawał sobie doskonale sprawę, że nie dokona zmiany bez specjalistów. Dlatego oparł się na Żydach, biorąc od nich prezenty (kochanka) oraz pożyczki. (Facet miał poważny problem z męskim potomkiem-spadkobiercą) ...i budował! W zamian za to przyznał Żydom w Polsce takie prawa, że nawet dziś na tę myśli po prostu włos na głowie staje dęba.

   Także książęta mazowieccy wchodzili w układy z najstarszymi biznesmenami świata, bo sami nie potrafili skutecznie „doić” własnych poddanych. ...a bardzo pragnęli, aby ich dwory błyszczały zbytkiem oraz luksusem, i nie odróżniały się do dworów europejskich.

- Krzysztof Majcher
    Nie obrażaj Katolików ty zbójecka moczymordo! Nie bądź wulgarny!
Przecież to ludzie czytają! Ja mogę cię pozwać!

- Dziadek Szydło
    Nie użyłem wyzwisk lub wyrazów niecenzuralnych. Nikogo o nic nie pomawiam, tylko opisuję sytuację tak, jak ja to widzę. Nie wolno mi? Jeśli tak – to najserdeczniej przepraszam, że napisałem samowolnie to, o czym właśnie myślałem, bez pozwolenia aktualnej Siły Przewodniej Narodu (nie mylić z PZPR).

    Jednak nade wszystko jestem Lechitą który wolność ma w genach. Dlatego przy takich ograniczeniach nie widzę możliwości kontynuowania tej dyskusji – bo to już przestanie być dyskusja. Będzie tylko kazanie.
Równie dobrze możesz przywiązać mnie do barierek wokół ringu, związać mi ręce i bezproblemowo obić mordę. :-) Ale zwycięstwo to to raczej nie będzie...

- Krzysztof Majcher
    Zbóju! Opowiedz społeczności FB o tych waszych słowiańskich bałwanach, którym oddawaliście cześć, grzesząc i bluźniąc Bogu Prawdziwemu w Trójcy jedynemu. W nich upatrywaliście zbawienia duszy? :-)

- Dziadek Szydło
    Chrześcijaństwo tak bardzo zniszczyło naszą rodzimą kulturę, że obecnie możemy się jedynie tego domyślać. Jak te domysły wyglądają, objaśnię ci z ochotą wyznawco katolickich zasad naukowości. My Lechici mieliśmy i nadal mamy własny światopogląd, unikalny w skali całego Globu. W odległej przeszłości powodował on, że kierowaliśmy się zasadami jednej hierarchii, oraz  równocześnie/równolegle jednej demokracji przedstawicielskiej - której o wiele bliżej było do demokracji bezpośredniej, niż do parlamentaryzmu współczesnego.

MOCE (Bogowie) ZAJMUJĄCYCH SIĘ FUNKCJONOWANIEM SŁOWIAŃSKIEGO ŚWIATA.
(obraz-odpowiednik słowiańskiego „duchowieństwa”,czyli naszych
słowiańskich Żerców-"szamanów")

Świst, Poświst, Pogoda.
(Trójca równoprawnych Bogów-stworzycieli wody, ziemi i powietrza.)
http://zboj-szydlo.5v.pl/lechita/karta3.html

   Trójca ta stanowi fundament słowiańskiego światopoglądu wiążący go z zapomnianym, choć bez wątpienia istniejącym niegdyś, słowiańskim mitem o stworzeniu świata. Patrz, hipotetyczny, słowiański mit o stworzeniu świata, p.t „Zakarbuj sobie Waść!” Jedyny pośród wielu, który ma jakieś racjonalne podstawy.
http://zboj-szydlo.5v.pl/mit.html

    Bogowie ci nie zajmują się Słowianami w sposób bezpośredni. W słowiańskiej mitologii istnieją tylko po to, aby ziemia była ziemią, woda –wodą, a powietrze było powietrzem. Ich istnienie stanowi gwarancję, że prawa rządzące światem (które zostały przez tych Bogów stworzone), będą miały stabilny charakter.

„HIERARCHIA” MOCY (Bogów)
ZAJMUJĄCYCH SIĘ SPRAWAMI LUDZI.

(obraz-odpowiednik słowiańskiej, demokratycznej władzy świeckiej o strukturze pośredniej – przedstawicielskiej. Funkcję przedstawicieli stanowiły głowy rodów, zabierających głos na wiecach plemiennych) W skład tejże równouprawnionej grupy sił sprawczych wchodzili:

- Wit (Swętowit lub Światowid)
    Bóg życia i śmierci mający prawo dawania i odbierania „witalności” wszystkiemu co żyje.

- Makosza
    Bogini Ziemi. "Matka ziemia" - dobra opiekunka.

- Kupała
    Bóg seksu napędzającego zwierzęcy oraz człowieczy los.

- Perun (Piorun)
    Bóg wojny, który ma moc samodzielnego karania Słowian oraz pozostałe ludy („Niemców”), a także wszystkiego innego co istnieje w słowiańskim świecie.

- Dziewanna
    Boginka życia. Opiekunka żywych istot. Nadzoruje prawidłowy przebieg procesów życiowych, o których istnieniu zdecydował bóg Wit. Jako niewiasta formalnie podlega Witowi oraz Kupale. Świtę Dziewany stanowiły Mamuny–Dziwożony.

- Marza (Marzanna)
    Boginka-opiekunka stanu „nie-życia” (śmierci) każdej istoty, o której zdecydował Wit lub Perun. Jako niewiasta formalnie im podlegała. Jej z kolei podlegał (?) Poroniec.

   Istniały także pomniejsze duchy o wąskiej specjalizacji, znajdujące się na samym dole "hierarchii" słowiańskich bóstw - rodzaj „pospólstwa” wśród słowiańskich bóstw, duchów i „demonów”: Bagiennik, Bebok, Bies, Borowy, Boruta (Leśny), Błędne Ogniki, Czart (czort), Darmopych, Domowik, Dola, Dworowy, Jędzon, Kat, Kościej, Latawiec, Latawica, Licho, Łada, Matołek, Paskuda, Parzyjan, Pokusa,
Południca, Przechera, Rogalec, Rzędzicha, Smułka, Sobierad, Spor, Strzyga, Świetlik, Szumrak, Topielice, Ubożę, Utopiec, Warchoł, Wąpierz, Zmora,
itd.

„PÓŁBOGOWIE” - PROTOPLAŚCI LECHITÓW.

Lel i Polel
(łac. „Lelum i Polelum”)
    Bracia przyrodni. Owoc seksu uprawianego przez Boginię Pogodę, ze stworzycielami wody i ziemi – Świstem i Poświstem. Ludzie - dzieci Bogów-stworzycieli słowiańskiego świata.
   Ważną informacją, która zachowała się w związku z ich istnieniem, jest charakterystyczna konstrukcja tych imion, w sposób bardzo istotny uwierzytelniająca prawdziwość nazw "Świst" i "Poświst". (świst - po_świst) >> (lelum - po_lelum) >> ( łaba – po_łabie).
Patrz: http://zboj-szydlo.5v.pl/polak.html
   Obecnie w miejscowej, świętokrzyskiej gwarze, para ta kojarzona jest z
"powolnością" i "rozlazłością" – co jest oczywistą konsekwencją
chrześcijańskiej propagandy, w minionym milenium judeo-rzymskiej okupacji ziemi Lechitów.

   Skoro tak właśnie jest, iż pradawni, słowiańscy Bogowie dadzą się uporządkować w pełni logiczną hierarchię – to wniosek może być tylko jeden. Lechici (i Słowianie w ogólności) byli społeczeństwem kastowym!
Także i obecnie w Polsce z lubością usiłuje się dzielić ludzi na „kasty”,
zupełnie jakby to były czasy wczesnego średniowiecza.

   Jak zatem wyobrażam sobie ustrój społeczny dawnej, przedchrześcijańskiej
Słowiańszczyzny? Otóż wyobrażam go sobie bardzo prosto, tak prosto –
jak prosta jest hierarchia wśród słowiańskich mocy sprawczych, nazywanych w judeo-rzymskim żargonie „Deus”, a w naszym pięknym – ojczystym języku „Boh” (Bóg).

  -  Warstwę „duchowną” tworzyli nasi plemienni szamani wraz z „podległymi im” westalkami (czarownicami-wiedźmami) – gdyż całe społeczeństwo miało
charakter patriarchalny. Wszyscy członkowie tej kasty mieli gwarancję osobistej nietykalności i swobodnego poruszania się nie tylko po obszarze zamieszkiwanym przez Lechitów, ale po całej Słowiańszczyźnie, aż po najdalsze jej krańce.
   Gwarancją i tych praw i nietykalności nie była bynajmniej żadna broń lub zbrojna eskorta, ale głębokie przekonanie wśród słowiańskich plemion o ich ogromnej mądrości i wiedzy, oraz „nadnaturalnych” mocach, pochodzących od bezpośredniego obcowania ze słowiańskimi Bogami. Kasta ta nie musiała być nawet szczególnie bogata, i nikogo nie musiała własnym bogactwem epatować. Nie na tym przecież polegała jej siła – gdyż jej „bogactwem” była cała Słowiańszczyzna, w której każdym zakątku podróżujący Żerca lub Wiedźma, zawsze znalazła gościnny dom, gorącą strawę, ciepły kąt do spania oraz głęboki szacunek przemieszany z bojaźnią. Pod wieloma względami, kasta ta przypominała rozreklamowanych Druidów z Wysp Brytyjskich – i to ona właśnie była czynnikiem spajającym Słowian w jeden kulturowy oraz etniczny „organizm”.
   Kasta ta była „układem nerwowym” tego „organizmu”, przenoszącym
informacje z plemienia do plemienia i jednoczącym je wszystkie pod względem kulturowym. Oczywistym jest więc, że gdyby tej właśnie kasty brakło, poszczególne słowiańskie plemiona i rody „poszłyby w rozsypkę” –co też miało w przyszłości nastąpić, gdyż tego typu „wiązania” okazać się miały zbyt słabe, i rozpaść się pod presją inaczej zorganizowanych ludów ościennych.

  -  Warstwę świecką tworzyły poszczególne rody i plemiona (związki wielu rodów), także o ustroju patriarchalnym. Jednak „na zewnątrz”, owi przedstawiciele rodów współdziałali między sobą na zasadach demokracji bezpośredniej.

   Jak to w wielkiej rodzinie bywa, interesy nie wszystkich jej członków zawsze bywają zgodne. Tak też i wśród Lechickich plemion (mających przecież świadomość wspólnych korzeni) często dochodziło do waśni, zawiązywania sojuszy skierowanych przeciwko innym sojuszom, oraz do plemiennych wojen. Nic zatem dziwnego, że w ocenie ludów ościennych byliśmy postrzegani jako zbieranina łatwa do podbicia i ujarzmienia, z powodu braku jednolitego przywództwa militarnego. Oczywiście wobec zagrożenia zewnętrznego, mogło dochodzić do jednoczenia się poszczególnych plemion do wspólnej walki z najeźdźcą, i zazwyczaj dochodziło. Jednak nigdy nie było tak, że odpór najeźdźcom stawiała cała Słowiańszczyzna, a tylko ta jej części, która pokonaniem bezpośrednio zagrażającego wroga była najbardziej zainteresowana.

   Na dodatek w kaście „świeckich”, o prestiżu rodów i głów tychże rodów decydował posiadany majątek – co w bardzo znaczący sposób odróżniało ją od kasty „duchownej”. Dlatego w ramach partykularnych interesów, zapewne wielokrotnie dochodziło do przekupstw i sprzymierzania się pojedynczych słowiańskich plemion z wrogiem zewnętrznym, przeciwko własnym współbraciom. Tę szczególną cechę my Lechici dziedziczymy „w genach” aż do dziś, po naszych słowiańskich Praprzodkach.

   My Polacy jesteśmy dość znani, z jednej paskudnej cechy. Jest nią
bałaganiarstwo. Dlatego sądzę, że ten obraz uporządkowania naszych „Bogów”, czyli przyrodniczych sił sprawczych, nie był jednolity we wszystkich regionach Lechii. Jedne województwa (tam gdzie lokalny przywódca wodził swoich wojów) mogły pokładać szczególne nadzieje w Perunie – a inne np. w Swarogu. Jedynym wyjątkiem na całej słowiańszczyźnie byli Bogowie-stwórcy słowiańskiego świata, tj. Z-Wisl-t (Świst), Po-z-Wisl-t (Poświst) i Pogoda. Jednak uroczystości z nimi związane najprawdopodobniej urządzano dość rzadko. Należy się domyślać, że tylko raz w roku. Gdyż to nie Oni w mniemaniu Słowian, mieli największy, bezpośredni wpływ na Ich osobiste losy.  Miejsc świętych, poświęconych Ich „kultowi” na całej słowiańszczyźnie nie było (jak sądzę) także zbyt wiele.

   Wszystko co wśród Lechitów było kojarzone z szeroko rozumianą wiedzą i nauką oraz przetrwaniem – było kojarzone z kobietami. Rola mężczyzn była dość ograniczona. Mieli orać i siać oraz polować, płodzić dzieci, walczyć dzielne i ginąć bohatersko. Obowiązywało wielożeństwo. Nie śliniono się z podniecenia na samą myśl o cnocie niewieściej. Jeśli dziewczyna nie  obcowała z żadnym mężczyzną przed zamążpójściem – to w rozumowaniu Słowian oznaczało, że jest z nią „coś nie tak”. Mężczyzna nie był przeznaczany do zdobywania wiedzy. Dopiero chrześcijaństwo odwróciło ten obyczaj o 180 stopni.

   Trzeba przyznać uczciwie, że Hindusom w swoim intelektualnym rozwoju (w porównaniu z Lechitami) udało się osiągnąć prawdziwe mistrzostwo w dzieleniu ludzi na „lepszych” i „gorszych” (w judeo-rzymskim pojmowaniu roli „kast” w życiu społecznym). My Lechici pod tym względem nie dorastamy im nawet do pięt.

   Chyba nam, słowiańskim autochtonom, nasza historia dała tzw. „cywilizacyjną szansę” zbyt późno, bo dopiero po wkroczeniu (najpierw podstępem – później przemocą) chrześcijaństwa na nasze ziemie, nieco ponad 1000 lat temu. Zapewne w obecnym czasie, z tego to właśnie powodu, każdy unijny dzierżymorda trwa w głębokim przekonaniu, że jego obowiązkiem jest pouczanie nas Lechitów w sprawach tzw. „demokracji”.
   Czynią to w nieświadomości faktu, że tego typu „demokrację” zakładali już nasi–właśni „panowie-szlachta” wieki temu, wprowadzając pańszczyznę i przywiązanie (wolnego niegdyś kmiecia), jako pańszczyźnianego „chłopa” do
ziemi. Ziemi, na której oni sami uwłaszczyli się ordynarną i zbrodniczą przemocą, z błogosławieństwem Rzymskiego Kościoła Katolickiego. Historia jak widać lubi się powtarzać...

- Krzysztof Majcher
    Ależ zbóju! Przecież wszystko to o czym tu napisałeś, to tylko wytwór twojej chorej wyobraźni. Zupełnie nienaukowy. :-)

- Dziadek Szydło
    To raczej zdolność mojego umysłu, potrafiącego połączyć niejednokrotnie drobne i z pozoru zupełnie nieważne FAKTY. Twój brak empatii i wyobraźni całkowicie pozbawia cię takich zdolności. Rzeczywiście – jest to wiedza nienaukowa w twoim rozumieniu. ...ale czy to oznacza, że nie jest prawdziwa?

   Jeśli nie masz konkretnych dowodów na to, że mój opis nie jest prawdą - to niestety nie możesz z całą naukową stanowczością twierdzić, że nie jest naukowa. Możesz jedynie powiedzieć, że brak źródeł pisanych wskazuje na to, że może to nie być pogląd naukowy. Owo „może” robi bardzo wielką różnicę!

   Nie jestem jeszcze taki strasznie stary. Zbójować zacząłem raptem 800 lat temu! Więcej nie będzie... :-D A już tyle niesamowicie naukowych głupot słyszałem, że głowa mała.
   Najpierw dowiedziałem się, że państwo polskie założyli nam Skandynawowie. Potem jednak bardziej naukowo okazało się, że byli to Rzymianie. …albo Niemcy! :-D A całkiem niedawno zostałem zaskoczony kolejnym, „naukowym” odkryciem. Ostatecznie okazało się, że państwo polskie tak na prawdę założyli nam Żydzi!!! :-D

    Pośród wielu bardzo naukowych działów naukowej wiedzy, jest ta jedna ladacznica, która regularnie puszcza się z każą władzą. Jest nią panna Historia. To bardzo podważa jej domniemane cnoty oraz wiarygodność.

    Ja mam inne podejście do takich problemów.
Bogowie nie są naukowcami, a naukowcy nie są Bogami. Dlatego nie modlę się ani do bogów, ani do naukowców. :-)

   Weźmy dla przykładu bardzo obecnie popularne spotkania w internecie, pod
ogólną nazwą „Archeologia żywa”. W dniu 10.02.2022. Pan prof. dr hab.
ANDRZEJ BUKO opowiadał o  tym, jakoby budowniczowie zagadkowych, wczesnośredniowiecznych grodów, odkrywanych w południowej Wielkopolsce i części Dolnego Śląska, byli pierwszymi rywalami Piastów z okolic Gopła i Kruszwicy”.
https://fb.watch/b5FK7UVMBe/

   Problem Pana Profesora polega na tym, że nie może zrozumieć dziwnej dla niego sprawy. Otóż wielki obszar wokół Gopła i Kruszwicy był „dziewiczy”, tj. zupełnie nie  zasiedlony. (!) Wcześniej była tam tzw. „PUSTKA OSADNICZA”. :-) Podówczas na tym rozległym terenie nie było jeszcze grodów piastowskich. (!) ...miały dopiero powstać nieco później.
 
  Jak ten zdziwiony, wysoko wykształcony człowiek poradzi sobie z tym problemem?

Jak wyjaśni, dlaczego dane archeologiczne wskazują, że dopiero po „ruchawce” (zniszczeniu grodów w południowej Wielkopolsce) – tamtejsza ludność przeniosła się w zupełnie niezasiedlone okolice Gopła i wybudowała umocnienia w Kruszwicy?
Otóż nie wyjaśni - bo został wychowany i wykształcony w kulturze judeo-rzymskiej (kultura grecko-rzymska nigdy na nasze tereny nie dotarła).
   Jako taki, przywiązuje znaczenie wyłącznie do grodów, zamków i wszystkich innych artefaktów mających swoją istotną wagę także na obszarach zamieszkiwanych w przeszłości przez dzikusów, z okolic Morza Śródziemnego i z Azji Mniejszej.


   Pan  prof. dr hab. ANDRZEJ BUKO wraz z całą plejadą profesjonalnych
archeologów i historyków, nie potrafi zerwać z wyuczonymi schematami rozumowania.

   Tymczasem w słowiańskich warunkach owa „PUSTKA OSADNICZA” - jest właśnie bardzo istotnym, historycznym ARTEFAKTEM. Oznacza ona, że okolice Gopła i Kruszwicy przed wtargnięciem chrześcijaństwa były ziemią świętą Lechitów. Były „domem słowiańskich Bogów”! Zupełnie podobnie do obszaru łysogórskiego, który obejmował swym zasięgiem niemal wszystko, co zawierało się w widłach rzek Pilicy i Wisły.

   Lechita w takich miejscach nie osiedlał się i nie niszczył swoją gospodarką tych świętych obszarów. (Już wtedy posiadaliśmy własne „parki narodowe”!)

   Przewodnikom Świętokrzyskim znany jest przecież przekaz historyczny o tym, jak to biskup Rzeszowski kazał wybudować w św. Katarzynie kościół tylko po to, „aby wiara chrześcijańska szerzyła się także w miejscach odludnych”. Lechici dość często takie miejsca odwiedzali, ażeby oddawać cześć swoim „Bogom”. ...ale nie osiedlali się tam z szacunku dla Nich - właśnie.


   Tzw. „Chrzest Polski” nie był jednorazowym aktem, jakby tego chciała katolicka propaganda. Był to długi i bolesny proces, rozgrywający się wśród Lechitów. Wynikający z tego, że część z nich zdradziła słowiańską rację stanu i skutecznie dokonała przewrotu ustrojowego. Zatem proces społeczny, który udało się archeologom "zaobserwować", nie był niczym innym, jak zamachem stanu poprzedników Mieszka I na istniejącą "władzę" (w słowiańskim rozumieniu tego słowa). Celem tejże rewolty byli Żercy oraz Wiedźmy, zamieszkujący w rozległych matecznikach świętych gajów wokół Gniezna i Gopła.

   Aby skutki tej przemiany utrwalić, konieczne było trwałe zbeszczeszczenie wszystkich słowiańskich miejsc świętych, w których na stałe (ale bardzo ostrożnie) urzędowali wyłącznie nieliczni Żercy, Wiedźmy, oraz młode Czarownice –przysposabiane do zawodu Wiedźmy (zawodu wieszczki, zielarki, a także doradcy-”filozofa”). To właśnie w matecznikach tych świętych obszarów (Łysiec, Łysica) młode kobiety stawały się „studentkami”. Tok tych „studiów” zajmował im prawie całe życie... Archeologicznych śladów ich bytności, po milenium katolickiej okupacji, raczej próżno szukać.

   Gdyby Słowianie rządzili światem, nigdy nie doszłoby do wymierania
gatunków i „globalnego ocieplenia”.

- Krzysztof Majcher
   Mam nadzieję oprychu, że zdajesz sobie sprawę, jak bardzo naraziłeś się Panu Bogu (wszystkim Aniołom, Świętym i Błogosławionym, a także miłującym cię Pasterzom świętego, rzymskiego Kościoła Katolickiego), który mógł cię obdarować życiem wiecznym. Usmażysz się w piekle – zbóju! Nieuchronnie. Bo nie ma w tobie pokory, jaką wykazuje twój kamrat - Madej.

- Dziadek Szydło
   A ty to jesteś taki niby święty? :-) Uważaj! Bo ten twój Bóg, to bardzo mściwa bestia. Wcale się z tym nie kryje. Podobno sam to podyktował wyznaczonym skrybom, którzy zapisali Jego słowa w Torze (Stary Testament). Dodał jeszcze, że będzie karał dzieci za winy ich ojców aż do siódmego pokolenia. Jak się dopatrzy tego „co masz za uszami”, no to nie chcę nawet o tym myśleć...

   Ja przynajmniej mam nadzieję, że Swarog który od zawsze krąży po niebie, ześle mi po śmierci niebieski motorowerek (taki nieśpieszny i o małej mocy) – aby moja dusza mogła po wsze czasy krążyć na nim krętymi ścieżkami w krainie Łysogór. Dla mnie to będzie prawdziwy raj, i niechby trwał wiecznie!

Sława Bogom Lechitów! Lechitom – sława!

KONIEC POJEDYNKU.
(Szanowny Czytelniku. Możesz zadawać pytania zarówno Krzysztofowi jak i Dziadkowi, w pisując oraz dzielić się swoimi przemyśleniami i uwagami – jeśli tego zapragniesz - klikając na ten link:
https://www.facebook.com/profile.php?id=100077081258064 )


























































Powrot do menu.
K.MAJCHER


Powrót na stronę
                  domową.



lysa.gora@wp.pl
Radosny licznik odwiedzin




Krzysztof Majcher © Copyright 2005 (e-mail:  webmaster)